Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 grudnia 2016

Znowu Adwent! Kalendarz DIY

Już druga niedziela Adwentu! Nie wiem, kiedy ten czas zleciał. 

Znowu historia zatacza krąg, wyciągamy ozdoby, pieczemy pierniczki, kupujemy prezenty, ogólnie mówiąc przygotowujemy się do świąt. Tylko dzieci jakieś większe i bardziej elokwentne, a my, cóż, bardziej doświadczeni życiowo :)

Bardzo lubię ten czas, a jeszcze bardziej, odkąd są dzieci. To one sprawiają, że chce się chcieć. Ich radość, oczekiwanie, ekscytacja są cudowne. Chcę, aby miały przepiękne wspomnienia, jak robią ozdoby na choinkę czy lukrują ciasteczka. A wspomnienia są tym piękniejsze, im bardziej kultywujemy różne tradycje. U nas może nie ma ich wiele, ale te które są staram się pielęgnować. 

Jedną z nich, z mojego domu rodzinnego, jest zapalanie jednej świecy na każdą niedzielę Adwentu. Świec jest cztery, na cztery tygodnie oczekiwania. Muszą być w ładnej oprawie. Pamiętacie mój JESIENNY WIENIEC? W tym roku właśnie tę ozdobę wykorzystałam jako oprawę świec adwentowych. 


Drugą tradycją jest kalendarz adwentowy. Od 1 grudnia po Wigilię. Dwadzieścia cztery dni oczekiwania. Wszyscy znamy czekoladowe kalendarze z okienkami. Taki też oczywiście dzieci mają. Oprócz niego, w tym roku po raz trzeci, zrobiłam własny (poprzednie są TUTAJ KLIK i jeszcze TU KLIK). Jak zwykle w ostatniej chwili.

Do jego wykonania potrzebne są:

1. torebki śniadaniowe
2. etykietki (zajrzycie na MÓJ PINTEREST, gdzie zebrałam mnóstwo etykietek świątecznych do pobrania)
3. klej
4. taśma klejąca

Dzieci przyklejały etykietki i do każdego woreczka wrzucały łakocie. Woreczki, w kolejności na chybił-trafił (walor edukacyjny, dzieci uczą się liczb), przykleiłam taśmą na naszą tablicę w kuchni.




W tym roku po raz pierwszy wrzuciłam ZADANIA ADWENTOWE. I to one są teraz bardziej wyczekiwane niż słodycze. Zadania są rozmaite! Oto część z nich:

- powiedz coś miłego każdemu członkowi rodziny
- zrób porządek w zabawkach
- zrób piękny łańcuch choinkowy
- oddaj jedną zabawkę dzieciom, które ich mają mniej niż ty
- zrób z rolki po papierze św. Mikołaja
- zrób świąteczne lampioniki (np. ze słoiczków po jogurtach)
- upiecz pierniczki
- zrób choinki z szyszek
- zrób bombki z papieru
- posprzątaj w swoim pokoju
- zrób kartkę świąteczną dla przyjaciela
- naucz się nowej kolędy
- ozdób pomarańcze goździkami

Jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Taki kalendarz to wspaniała rzecz. Cudownie wprowadza w nastrój przedświąteczny. U nas zagościł na zawsze, mam nadzieję. 




Po drodze są jeszcze Mikołajki, gdzie dzieci muszą wyczyścić buty i postawić je koło kominka, bo inaczej Mikołaj nic nie zostawi... Poza tym pisanie, a raczej jeszcze rysowanie, listu do świętego Mikołaja (aka Gwiazdora).



A jak Wasze domy wyglądają? Czy już są sygnały mówiące o tym, że Boże Narodzenie tuż tuż? Macie jakieś tradycje adwentowe?

Serdeczności,
Magda

sobota, 1 października 2016

Jesienny wieniec z żołędzi / Acorn wreath

Uwielbiam jesień. Do czasu. Bo potem jej nie cierpię, bo cierpię... :) Powaga, miewam dołki jesienne, w liceum nawet się zdarzało, że nie szłam z tego powodu do szkoły... Na szczęście moja kochana wyrozumiała mamusia mnie nie zmuszała, rozumiała i pozwalała mi zostać w domu. Teraz wiem, że najlepszą receptą jest się czymś porządnie zająć - w zeszłym roku się jej ustrzegłam, bo podjęłam studia podyplomowe, pomogło!

Ale taką jak teraz to po prostu uwielbiam! Z jej cudowną obfitością, kolorami, babim latem, barwnymi liśćmi... nie mogę się napatrzeć i nacieszyć. I z tejże okazji postanowiłam popełnić rękodzieło. W końcu jakieś rękodzieło!!! Ty razem będzie to:


U mamy rośnie piękny dąb, który hojnie dzieli się swymi owocami. Przy okazji zbierania węgierek, nazbierałam worek żołędzi, cudnych główek z gustownymi czapeczkami. 


Czego więc będziemy potrzebować? Naprawdę niewielu rzeczy:

1. Pistoletu na klej
2. Oponki styropianowej (ja kupiłam w moim papierniczym)
3. Dużo żołędzi!!! (jeszcze są)
4. Dużo kleju
5. Czasu :) (wiem, wiem, z tym będzie najtrudniej...)

Po namyśle stwierdziłam, że warto oponkę pomalować, aby biały kolor nie przebijał między owocami dębu (u mnie złoty spray, ale mógłby także być dowolny odcień brązu). Dodałam także czerwone kulki udające jarzębinę, które kiedyś kupiłam na portalu aukcyjnym przy okazji większych zakupów, aby ożywić kompozycję.


Wykonanie:

Oponkę malujemy na ciemniejszy kolor (u mnie złoty), aby nie było białych prześwitów pomiędzy żołędziami. Czekamy aż przeschnie. Nagrzewamy pistolet do kleju. Nakładamy klej na każdy owoc lub na oponkę i przyklejamy dość chaotycznie, ale blisko siebie. Na wybrane żołędzie doklejamy czapeczki. Na koniec przyklejamy czerwone kuleczki. Podziwiamy własną pracę i pokazujemy wszystkim wokół, domagając się pochwał :)






Mam nadzieję, że pomysł przypadł Wam do gustu. 
A zatem... Pędzikiem zbierać żołędzie!!!

Uściski,
Magda

poniedziałek, 2 maja 2016

Znowu przyszła wiosna

Kolejna... Piękna, moja ulubiona. Najpiękniejszy miesiąc maj. W zeszłym roku pisałam o wiosennych kwiatach TUTAJ KLIK. I ponownie mogę się nimi cieszyć, w dobrym zdrowiu, z cudowną rodziną... Czegóż chcieć więcej?


Nie mogę się oprzeć wiosennym kwiatom. Nie dziwię się, że Japończycy mają hopla na ich punkcie i kwitnięcie wiśni jest świętem narodowym. Tutaj kwiat śliwy z naszego ogrodu. Na surowej, betonowej misie od I LIKE BETON. Ja jeszcze nie nadążam z porządkami na tarasie, doniczki jeszcze puste, deski wołają o impregnowanie, ale wiosna nic sobie z tego nie robi. Co ma być, to będzie.


Jak ja kocham sezonowość w Polsce. To ogromy przywilej mieć tak wyraźne pory roku. Pąki i eksplozja zieleni wiosną, szał obfitości owoców i warzyw latem, czerwone i żółte liście jesienią, śnieg, sanki i choinka zimą... Wyobrażacie sobie mieć np. tylko porę suchą i deszczową? Albo cały rok tak samo, tylko parę stopni różnicy?


Tak mi się ładnie komponują te delikatne kwiaty z surowym betonem misy, z jej piękną, dziurkowaną fakturą. W I LIKE BETON każda każda sztuka jest niepowtarzalna dzięki procesowi ręcznego odlewania i ręcznej obróbce, przeprowadzanych całkowicie bez ingerencji maszyn. Misa LUNA jest z betonu, czyli tworzywa zazwyczaj kojarzonego z placem budowy, ciężkością, topornością. Jednocześnie jest delikatna, co daje niezwykły efekt.



Lubicie beton?

Ja jestem fanką tego tworzywa od dawna. Uwielbiam je na podłogach czy ścianach. I bardzo mi się wpisuje w mój gust trend, aby robić z niego także przedmioty codziennego użytku do domu, a nie tylko na zewnątrz. Wyroby I LIKE BETON to przede wszystkim przepiękne misy ze szlachetnego betonu, czasem malowane. Koniecznie zajrzyjcie do ich sklepu, zachwycicie się. Co ważne, producent obiecuje rozszerzać ofertę.


Zostawiam Was w wiosennej zadumie...
Dziękuję za każdą wizytę.
Uściski!

Magda


Post powstał we współpracy z firmą I Like Beton

środa, 13 kwietnia 2016

Jak z baśni braci Grimm

Królewna Śnieżka, zmęczona ucieczką i wyczerpana strachem, osunęła się na ziemię. Nie miała już sił biec. Siedziała dłuższą chwilę, zanim zmysły zaczęły znowu pracować. Coś się zmieniło. Za plecami nie czuła, jak przez ostatnie kilka dni, zimnego kamienia czy chropowatej kory drzewa. Odwróciła się i zobaczyła, że opierała się o pięknie wypolerowane, przyjemne w dotyku drewno. Podniosła wyżej wzrok, by zobaczyć niesamowity spektakl. Kobaltowa rzeka migotała na czarnym tle, zmieniając kształt i barwy niczym zorza polarna. Królewna wstała, by ze zdumieniem stwierdzić, że opierała się o stół. Rzeka zajarzyła się mocniej. "To są czary... Chyba postradałam zmysły", pomyślała. Z trudem oderwała wzrok od niesamowitego widoku, by za nim ujrzeć piękny domek, który zdawał się zapraszać do środka. "Czyżby mój los się odmienił na lepsze?"

Wybaczcie mi nieco ten kiczowaty wstęp, ale nie mogłam się powstrzymać :) Sami zobaczcie, co go sprowokowało. Stół. Baśniowy. Czarodziejski. Idealnie nadający się jako element scenografii filmu o czarodziejkach i wiedźmach.


Ten niezwykły przedmiot powstał w umyśle i pracowni KASPARO KLIK. Do jego budowy użyto trzech głównych materiałów: drewna, szkła i żywicy, połączonych z najwyższą starannością i precyzją. Spójrzcie, jak zachowuje się (tak, nie przejęzyczyłam się) na żywo. 


Jak pisze producent "Nowoczesny stół KASPARO I pozwala na dyskretną interakcję z użytkownikiem. Wykryje obecność osoby w pobliżu za pomocą niewidocznych czujników ruchu. Pod wpływem dotyku zareaguje również na zaprogramowaną przez użytkownika sekwencję delikatnych stuknięć. W odpowiedzi na dostarczone bodźce, pozwoli nacieszyć oczy dynamicznymi animacjami imitującymi płynącą wodę, przy użyciu najnowszych rozwiązań programowalnej technologii LED. Aby to osiągnąć, potrzebne jest oczywiście dostarczenie energii elektrycznej. Na tym polu produkt wykazuje się dość dużą autonomią, może być zarówno podłączony na stałe do sieci elektrycznej, jak i pracować miesiącami na wbudowanym akumulatorze."

Pierwszy raz spotykam się z interaktywnym stołem, w dodatku tak zachwycającym. Jego uroda przywodzi na myśl potęgę natury, rzekę, kanion, kształtującą się skorupę ziemską, a z drugiej strony rozgwieżdżone niebo, pulsowanie kosmosu, drogę mleczną czy zorzę polarną. Majstersztyk. Niesamowity.





Co ciekawe, każdy sprzedany stół oznacza jedno zasadzone drzewo. W ten sposób firma chce zwrócić uwagę na kurczące się zasoby naturalne i podkreślić swoją filozofię: Kasparo patrzy w przyszłość, ale nie zapomina o przeszłości i oddaje naturze co zabrał dla siebie.




Mnie bardzo taka filozofia odpowiada. Przestańmy zachowywać się jak pępek świata, bo w końcu nam to bokiem wyjdzie. Chciwość nigdy nikomu nie wyszła na dobre. Bierzmy, ale i dajmy coś od siebie. A stół nawet i bez clue programu, jakim jest podświetlany interaktywny element, prezentuje się znakomicie. Charakteryzuje się doskonałymi proporcjami i świetnym wykonaniem.




Poczuliście tę magię? Ja już się w nim zadurzyłam. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę go na żywo.

A, i mam sugestię do producenta. Kolejny model, Kasparo II, powinien być w kolorze ognia, by przywodzić na myśl rzekę lawy wulkanicznej po erupcji.

Uściski!
Magda

Post powstał we współpracy z firmą Kasparo. Wszystkie zdjęcia pochodzą z jej strony: www.kasparo.pl

niedziela, 3 kwietnia 2016

Słoje wecka w nowej roli

Jak byliśmy mali, to mama robiła mnóstwo przetworów: dżemy, soki do rozcieńczania, kompoty, przeciery... Nie było to zresztą nic nadzwyczajnego, wszystkie panie domu tak robiły, trzeba było sobie jakoś radzić w ciężkich czasach (jestem dzieckiem PRL-u), gdy na półkach sklepowych królował ocet i syrop jarzębinowy. W ogrodzie rósł koperek, pietruszka, szczypiorek, pomidory, ogórki, maliny, rabarbar, poziomki, jabłoń, wiśnie, śliwa, agrest oraz szpaler czarnych porzeczek, które przez wiele lat źle mi się kojarzyły, bo pierwszą rzeczą jaką musieliśmy zrobić na początku wakacji było właśnie oberwanie owocków z około 12 krzaków, jak sądzę. Teraz to jedne z moich ulubionych owoców. Mama robiła z nich dżemy i soki. Jakże myśmy nie doceniali jej ciężkiej pracy! W ogóle nie chcieliśmy tego jeść! Dzisiaj nie mogę tego pojąć i jestem wdzięczna za każdy kopsnięty przez nią słoiczek. Jej dżem wiśniowy nie ma sobie równych.

Z wczesnego dzieciństwa pamiętam, jak moja kochana mama robiła kompoty w słojach wecka, czyli tak zwanych wekach. Zresztą do dziś mówi się o wekowaniu, od tejże nazwy właśnie. Dla młodszych małe wyjaśnienie: weck to pękaty słoik ze szklaną pokrywką, na której zazwyczaj widniała nazwa producenta. Do zamykania należało użyć także specjalnej gumki i coś w rodzaju metalowego spinacza zwanego sprężyną. Wyglądał TAK KLIK (BTW, niezła cena...). Był to poprzednik słoika typu twist, czyli takiego, jakiego używa się obecnie.

W piwnicy mam jeszcze takie słoiki. Okropnie mi się podobają. Próbowałam w nich trzymać kasze, ale ponieważ są pękate, zajmowały mi w szafkach za dużo miejsca. Ostatnio wymyśliłam, żeby w nich posadzić zioła. Spodobał mi się pomysł, żeby było widać ziemię i korzonki.



Łopatka pożyczona od dzieci w dłoń, ziemia z kompostu i do roboty! W słojach na razie zamieszkały kolendra i mięta, a planuję jeszcze na pewno bazylię. A może i jeszcze coś?





Na sesję załapał się także owies, który kupiłam na Wielkanoc.
 

Zioła zamieszkały tradycyjnie na parapecie, obok mojej cudownej miętowej wagi retro. Chyba im dobrze razem.


Jak Wam się widzi ten pomysł? Fajnie, że widać matkę ziemię? Czy wolicie może tradycyjne, nieprzejrzyste doniczki?

Uściski i dziękuję za każdą wizytę i komentarz!
Magda

piątek, 12 lutego 2016

Happy Valentine's Day and watercolours

Wiecie co? Uczę się malować akwarelami! I to jest bardzo cudowna sprawa. Okropnie mnie to wciągnęło, wciąż o tym myślę i spisuję sobie na kartce, co mogłabym jeszcze sobie namalić. Trochę się obawiam, ale pomyślałam sobie "A co mi tam!" i postanowiłam pokazać, co tam sobie tworzę. Na razie robię malutkie karteczki, bo po większe jeszcze nie mam odwagi sięgnąć. Poza tym chyba cierpię na horror vacui, bo ciężko mi zostawić pustą przestrzeń. Trzeba będzie popracować nad amor vacui. Jeśli ktoś nie wie, co te pojęcia oznaczają, to może sprawdzić TUTAJ (Klik) :)





A tu specjalna karteczka z okazji Walentynek, którą namalowałam dzisiaj. Jeśli się Wam spodobała i macie ochotę ją mieć lub komuś dać, to można ją sobie pobrać poniżej:


Inne też mogę udostępnić, jeśli będą zainteresowani... :) Chcecie? (Brak zainteresowania też jakoś przeżyję). :)

BTW, obchodzicie Walentynki? Mam mieszane uczucia do tego święta, ale z drugiej strony, zawsze jest miło mieć okazję do świętowania, prawda? Zawsze staramy się sobie zrobić jakąś miłą niespodziankę.

A zatem... Uściski walentynkowe!
Magda


wtorek, 30 czerwca 2015

Słabość do piór

Mam słabość do piór i się tego nie wstydzę! Trudno mi się czasem na ulicy powstrzymać, żeby nie podnieść kolejnego... Są piękne, naturalne, bardzo dekoracyjne. Nie zniechęca mnie nawet teoria, że są brudne i na pewno dostanę parcha, jak je będę dotykać :) Tłumaczę sobie, że tak jak ludziom wypadają włosy, tak ptaki muszą zmieniać piórka co jakiś czas. No, ale nie ja pierwsza dostrzegłam ich piękno :) Od zawsze były traktowane jak ozdoba. 


Takie piękne inspiracje wyszperałam. Girlandka z piór za mną chodzi od jakiegoś czasu, kiedyś się wezmę. Nawet już wszystko mam - i piękny sznurek, i piórka, wystarczy kropelka kleju i supełek...

4.bp.blogspot.com

Ewentualnie kawałek drewienka...

lapetitefabriquedereves.blogspot.nl



Do tej lampy poniżej akurat nie jestem przekonana. Ale pomysł jest ciekawy, trzeba przyznać. 


Fantastyczny, prosty pomysł. Piórka i taśma klejąca. Wykorzystam kiedyś w moim domku na wsi, jak już go będę miała :)




I kolejny oczywisty pomysł - zamiast kwiatka w wazonie/butelce. Jestem na tak!


Wszystkie powyższe nieopisane zdjęcia pochodzą STĄD.

Kolejna świetna inspiracja. Skąd by tu wziąć takie ramki? No, ale przecież nie muszą być przezroczyste, zwykłe też się nadadzą. 

www.trgram.com

Parę fotek z mojego podwórka. 




Teraz moje piórka w butelkach stoją na kominku. Między puszkami malowanymi przeze mnie, o których pisałam TUTAJ... 


... a obrazkiem malowanym przez Arine, o której z kolei piszę w TYM POŚCIE.


Zamawiałam u niej obrazek na urodziny koleżanki i w bonusie dostałam taką śliczną reprodukcję. Moim zdaniem przeurocza!


U Majeczki w pokoju na lustrze wisi pióropusz. Ostatnio się przydał na indiańskich urodzinach :)


A oto, co udało mi się wyszperać w naszych sklepach internetowych:


1. metalowe pudełko - Ahoj Home, ahojhome.pl
2 i 3. poduszki Nord Style na platformie DaWanda
4 i 5. plakat nietylkona.pl
6 i 10 filiżanka i kieliszki do jajek od mojej ukochanej Kalvy - kalva.pl
7 i 8. poduszki livebeautifully.pl
9. ozdobne piórko - decorolka.pl

Ktoś tu jeszcze jest fanem piór wszelakich?

Uściski!
Magda
PS Witam serdecznie nowych zaglądaczy! Dziękuję!
M

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...