Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdynia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Gdynia Design Days 2016

Tegoroczna edycja Gdynia Design Days miała miejsce w dniach 1-10 lipca, jak zwykle w fantastycznym Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym (PPNT). Zawsze z wielką przyjemnością tam bywam. Tym razem udało mi się wygospodarować na to święto aż calutki dzień!!! Miałam czas zwiedzić wszystkie wystawy i dodatkowo uczestniczyć w wydarzeniu pod nazwą "Design językiem biznesu - spotkania i warsztaty".


 Najbardziej zapadła mi w pamięć rozmowa z Przemysławem Powalaczem, prezesem zarządu Geberit Sp. z o.o. (na zdjęciu po prawej, obok prowadzący rozmowę i koordynator wydarzenia, Henryk Stawicki) i jedno zdanie, które jak sam przyznał, także usłyszał od kogoś mądrego i wziął sobie do serca: gdy projektujesz, nigdy nie ograniczaj się tym, co ktoś o tym pomyśli. Rób jak uważasz, od serca, oczywiście wsłuchując się w potrzeby klienta, ale nie pozwól się skrępować tym, że ty sądzisz, że ktoś inny skrytykuje twój pomysł. Amen.


Ponadto bardzo inspirujące było wystąpienie Magdy Garncarz z firmy RAGABA, Kamili Wasilewskiej z Internetowej Galerii Obrazów PRIME ART oraz Moniki Zagajskiej z niezwykłej perfumerii Mo61 Perfume Lab. Wszyscy oni mieli odwagę założyć własne firmy, w które uwierzyli i w które włożyli całe swe serca. A one im się teraz pięknie odwdzięczają.

Jeśli chodzi o wystawy, to udało mi się obejrzeć te zlokalizowane w budynkach PPTN. Na pewno jeszcze wybiorę się na wystawę poświęconą Markowi Cecule w Muzeum Miasta Gdyni, na szczęście trwa do października. Pozostałych już niestety nie zobaczę.

Na wystawie poświęconej spółdzielni ŁAD moją uwagę przyciągnęły mebelki dziecięce. Cudny stołeczek konik i krzesełka hmmm... sarenki?




W Kids Design Space pokazano 14 prototypów, które powstały dzięki współpracy dzieci z polskimi projektantami. Spodobało mi się tam kilka rzeczy, między innymi krzesło Oskara Zięty z gazetnikiem na oparciu:


Świetny stolik ze sklejki, składany bez śrub:



Kolejny stolik, tym razem montowany do ściany w prosty sposób:


Lampa M studia Razy 2, której wszystkie elementy składają się i przemieszczają dowolnie dzięki magnesom:


 A także elementy drużyny Josegi (szczerze mówiąc nie wiem do końca co to jest, chyba jakaś gra) pracowni Jasiewicz:


Wykonane są z drewna i tak cudowne w dotyku, że chciało się je głaskać i nie wypuszczać z dłoni.


Niezwykle ciekawa okazała się wystawa ODZYSKANE, przedstawiająca projekty związane z tym, co daje nam morze, ale i z tym, co człowiek do morza nieodpowiedzialnie wrzuca. Poniżej materiały wytworzone z meduz:


i rybiej skóry:


Pomysł na wykorzystanie mikroalg jako pigmentu do nadruku tekstyliów. Piękny kolor.


 Lampa z piasku:


Dywan ze zużytych sieci rybackich. Dla mnie rewelacja.


Stołek z wyłowionego plastiku.


Materiał z toreb na zakupy.


Na wystawie "Design u źródeł" najbardziej spodobały mi się lampy z filcu i drewna oraz piękny kilim. Chyba nigdy nie przestanie mi się podobać ta paleta barw...


W sali, w której zgromadzono najlepsze dyplomy ASP wydziałów Architektury Wnętrz i Wzornictwa miałam okazję usiąść na niecodziennej ławce z patyków. Muszę przyznać, że była dość wygodna!



Bardzo spodobał mi się modułowy system regałów, które można swobodnie ze sobą zestawiać. Każdy mebel jest oddzielnym bytem, który może nachodzić na drugi ze swej rodziny. To jak je zestawimy i jak głęboko dosuniemy jeden mebel z drugim zależy tylko od nas.


Fotel jak z kamieni. Śliczny, prawda?


Na wystawie "Irrational Times" mą uwagę przykuł taki oto niecodzienny mebel. W opisie widniało, że to kombinacja wieszaka na ubrania, stołka i naczynia na drobne przedmioty. Czadowy, prawda?


Ale me serce skradła ta oto komoda. To chyba jedyny przedmiot, którą tak naprawdę chciałabym wynieść z GDD... No, może jeszcze kilim/dywan z wystawy "Design u źródeł". PRZE-PIĘK-NA!


W "Stolarni zmysłów" można było zapoznać się z warsztatem prawdziwego drwala. 



Wystawa "Konsekwencje" przedstawiała projekty, których celem jest poprawa życia w kontekście zaspokajania podstawowych potrzeb. Najbardziej spodobała mi się kuchenka wykorzystująca jedynie światło słoneczne. Naczynie stawia się na "palniku" u góry, przypominającym kratkę na kuchence gazowej. Skupione soczewką światło słoneczne pozwala gotować potrawy. Niesamowite!!


Drugi niezwykły projekt to but, który rośnie z użytkownikiem. Może "urosnąć" nawet o pięć rozmiarów!


Bardzo się cieszę, że tak blisko mnie odbywa się taka impreza.

Byliście? A jak nie, to będziecie w przyszłym roku? Ja na pewno... :)

Uściski!
Magda

sobota, 14 listopada 2015

Dzień Niepodległości w Gdyni

Cieszę się, że Dzień Niepodległości stał się prawdziwym świętem. Dla nas jest nim na pewno, a mam wrażenie, że i dla coraz szerszego grona osób. Od czterech lat spędzamy to święto w podobny sposób i mam nadzieję, że prędko to się nie zmieni - jedziemy do Gdyni na paradę. Nie wiem, czy mieliście okazję obserwować takie wydarzenie, ale ja zawsze w tym momencie czuję kluchę w gardle i mam szklane oczy...

W Gdyni robią to naprawdę fajnie. W powietrzu czuć podniosłą atmosferę. Ludzie machają chorągiewkami, biało-czerwonymi wiatraczkami, część ma na sobie barwy narodowe, kotyliony...  Na trasie parady rozbrzmiewa muzyka marszowa. Na początku zawsze stylizowanym autem jedzie Marszałek, potem młodzi roznosiciele gazet rozdają specjalnie na tę okazję przygotowaną stylizowaną publikację krzycząc wniebogłosy "Wolność! Niepodległość". A potem jest już sznur przeróżnych organizacji, szkół, kółek historycznych, i tym podobnych... Naprawdę wzruszające to jest.

Nasza Maja w tym roku zrobiła kotylion w przedszkolu. Była przejęta i opowiadała "Mamo, a czy ty wiesz, że nasi praprapradziadkowie walczyli, żebyśmy teraz mogli żyć w wolnym kraju?" We wtorek, gdy tata wspomniał, że być może nie pojedziemy na paradę, bo zapowiada się brzydka pogoda, omal się nie rozpłakała i powiedziała, że ona idzie, czy będzie padało czy nie :) Potem zobaczyła kolegę z przedszkola, którego tata jest marynarce wojennej, jak idzie w paradzie, i oświadczyła, że w przyszłym roku ona też idzie. Rośnie nam mała patriotka w domu :)










Nie mogło zabraknąć ukochanego przez gdynian, od lat wybieranego niemal jednogłośnie, prezydenta Wojciecha Szczurka.






Bractwo Kurkowe oddało honorowe salwy.


Mai podobały się najbardziej stroje ludowe. Żałuję, że nie ma u nas takiej tradycji, jak np. w Norwegii, gdzie podobno każdy ma swój strój ludowy i zakłada go na specjalne okazje. Przecież nasze są takie piękne, możemy być z nich naprawdę dumni!







Z kolei tata i Miki czekają zawsze na stare auta i motocykle.










Po paradzie zwykle kupujemy rogale, u nas one się zwą marcjańskimi, ale wiadomo, że chodzi o świętomarcińskie... Potem jakiś spacerek lub spotkanie ze znajomymi, i tak nam przyjemnie mija dzień. 



A czy Wy świętujecie jakoś szczególnie ten dzień?
Uściski!
M
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...