niedziela, 1 grudnia 2013

Ciasteczka, biblioteka i urodziny

Witam serdecznie w pierwszy grudniowy dzień! U nas pierwsza z czerech świeczka zapłonęła, wyciągnęłam też pierwsze dekoracje, na razie adwentowe, czyli wieniec i domek-latarenkę. Bardzo lubię Adwent, czas oczekiwania... Z dziećmi się jeszcze fajniej czeka!

Tata zabrał Majeczkę z koleżanką do KINA na "Krainę Lodu" (sama bym poszła, no ale cóż, tata był pierwszy - ja za to zabieram Majkę do teatrzyku), Miki śpi, więc popełnię pierwszy od sierpnia post. Mam do pokazania przepyszne ciasteczka "dla zdrowotnosci". Koleżanka z pracy zrobiła, poczęstowała, powiedziała że proste... No i mam. Nazywa się to batoniki muesli Kasi Bosackiej (tej od "Wiem co jem") i faktycznie jest mega proste do zrobienia:) Oto przepis, zaczerpnięty stąd:

Batoniki  muesli Kasi Bosackiej
Składniki:
puszka mleka skondensowanego, słodzonego
125 g dowolnych pestek, nasion
100 g suszonej żurawiny
250 g płatków owsianych
75 g wiórków kokosowych
125 g dowolnych, posiekanych orzechów

Wykonanie:
Wymieszać składniki suche, dodać skondensowane mleko. Tak naprawdę można wrzucić co się ma ochotę. Ja nie wrzuciłam wiórków kokosowych, bo za nimi nie przepadam, a za to dodałam rodzynek i migdałów. Masę wyłożyć do formy wysłanej papierem do pieczenia. Może być  taka prostokątna do ciasta, wtedy wyjdą trochę grubsze, albo blacha z piekarnika, wtedy są cieńsze i trzeba je pokroić na mniejsze kawałki. Ja nie posiekałam orzechów i miałam trochę za cienką warstwę do tych orzechów, ale i tak wyszły pycha! Piec 45 minut w 130 stopniach, Poczekać aż masa wystygnie, po czym pokroić na pożądane kawałki. I już! Tego nie da się zepsuć:) 


A teraz z zupełnie innej beczki: niedawno zapisałam się do biblioteki! Cóż to za wspaniały wynalazek ludzkości! Nie raz już należałam do biblioteki, ale jakoś zupełnie zapomniałam, jaka to wspaniała sprawa. Lubię mieć książki na własność, ale są drogie, a po drugie gdzie je trzymać? I tak mi już biblioteczka wylewa się na korytarz, muszę dorobić jakieś nowe półki albo poszukać nowego miejsca. W mojej bibliotece jest mnóstwo nowości i wypożyczalnia dla dzieci. Młodą też zapisałam, była bardzo zadowolona i od razu pożyczyła trzy książeczki. Ja sobie wzięłam Munro "Dziewczęta i kobiety" i bardzo mi przypadła do gustu. Uwielbiam historie, które się rozgrywają w Ameryce Północnej:) A równocześnie czytam "Anię z Zielonego Wzgórza". Wiecie co... Ta historia jest nieśmiertelna. Wzruszam się niesamowicie przy tej opowieści. Poza tym uwielbiam odkrywać stare opowieści na nowo, teraz dostrzegam dużo więcej. Jako dzieciak interesowała mnie tylko fabuła. Po latach odkrywam mnóstwo szczegółów z codziennego życia, wygląd miejsc, stroje, zwyczaje, lokalizację w czasie i przestrzeni, charakterysytkę postaci. Zresztą podobnie mam z "Dziećmi z Bullerbyn", o czym już kiedyś pisałam na blogu. Polecam sięganie po stare lektury!

A teraz o urodzinach. Już jakiś czas temu zapisałam się na Westwing, jak dotąd żeby czerpać inspiracje, ponieważ portal ten pokazuje cudowne zdjęcia i aranżacje. Z okazji drugich urodzin klub zakupowy propronuje wiele atrakcji, myślę, że warto zajrzeć, są to specjalne urodzinowe kampanie, darmowe dostawy produktów oraz noc zakupów w finale akcji.


Ja jestem wielką fanką blaszek ściennych. Te tutaj są naprawdę przepiękne. 
Myślę, że jeszcze o klubie przeczytacie u mnie, bo w ramach współpracy mogę liczyć na ich stylowe fotki:)

I to by było na tyle dzisiaj. Mam nadzieję, jak za każdym razem zresztą, że będę bardziej regularna. Jak już piszę post, to się zastanawiam, czemu nie robię tego częściej, przecież to takie proste:) Do obfocenia mam przearanżowany pokój Majeczki, dużo ładniejszy teraz moim skromnym zdaniem.

Uściski i do następnego!

Magda

wtorek, 20 sierpnia 2013

Pokój Majeczki

Raz na pół roku to lepiej niż wcale, prawda? Piję do mojej częstotliwości zamieszczania wpisów na blogu:) Ale mam urlop i postanowiłam coś wrzucić. Już dawno wszak obiecałam pokazać pokój Mai, który "zrobił się" już w styczniu! Wcześniej mieliśmy tam pokój telewizyjny. Nie jestem fanką TV i dlatego chciałam, aby był w osobnym pokoju i to się nawet sprawdzało. Cóż, nowy lokator - nasz synek Mikołaj - wprowadził własne rządy. Jemu przeznaczyliśmy dotychczasowy pokój Mai, a jej musieliśmy zrobić nowy.

Parę słów o pokoju zatem. Oczywiście staraliśmy się go zrobić jak najtaniej (co nie oznacza wcale, że poszliśmy na łatwiznę). Projekt oczywiście mój, wykonanie głównie mąż. Prace objęły malowanie ścian (mąż) i mebli oraz lekki ich tuning :) (ja). Oto widok na cały pokój od drzwi:


Meble są wszystkie zdobyczne: łóżko sosnowe po cioci, przemalowane na biało i podrasowane motywem korony na wezgłowiu:


Półka na książki/ zabawki oraz witryna pochodzą z apteki mojej mamy, którą zamknęła półtora roku temu. Zostały odświeżone przez męża (już wcześniej były białe). O skrzyni na zabawki zaś pisałam we wcześniejszym poście - przemalowałam surową sosnową skrzynię z Leroy Merlin i ozdobiłam motywem  misia. 




Witrynie, która służy za szafę, wymieniłam gałki (kupiłam słodkie uchwyty w kropki za grosze na Lokaah.pl) oraz dodałam zasłonki w okienkach (materiał z Ikei na metry + taśma z rzepem). Z boku mebla zamontowaliśmy wieszaczek z uroczą sówką na piżamki, szlafroczki czy kurteczki. Et voila! objawił nam się zupełnie nowy mebel.





Zmotywowana tym projektem zrobiłam obrazki decoupage, co mi się od dawna nie zdarzyło. Wiszą obok witryny.





Oprócz tego na ścianę doszedł ozdobny szlaczek z motylkami i napisem "Maja". Znalazłam w internecie szablony motyli, wydrukowałam, nakleiłam na karton, wycięłam, odrysowałam na ścianie i wypełniłam kolorem. Szlaczek zupełnie od ręki, z ułańską fantazją:) Zakupy to przede wszystkim dywan i rolety, a z pomniejszych - lampka nad łóżko, gałki do mebli, ramki, wieszaczek. Zostało mi jeszcze powiesić parę obrazków, zastanawiam się też nad półeczką na książki, ale nie taką tradycyjną, tylko taką jak na obrazy, że widać okładkę książki. Moim zdaniem to bardzo fajna dekoracja, w dodatku tak łatwo ją zmienić!

A propos sernika malinowego z poprzedniego postu - niestety nie wyszedł mi, więc się nie pochwalę fotką. Miałam skopany przepis, a później znalazłam go u Liski, zresztą jest jej autorstwa. Jak zrobię jeszcze raz i mi wyjdzie, to się pochwalę.

Czeka mnie nowy projekt. Maja miała niedawno trzecie urodziny. Miała pierwszy porządny kinderbal. Jeśli za objaw zadowolenia przyjąć poziom hałasu, to impreza się udała:) Ale ad rem: na urodziny w imieniu jubilatki zażyczyliśmy sobie domek ogrodowy dla dzieci, drewniany. Jest surowy, zaimpregnowany. Przyjdzie prawdopodobnie dzisiaj! Chcę go pomalować na biało. Co do reszty, tj. okiennic i drzwi jeszcze nie zdecydowałam, ale ma być to uroczy bajkowy domeczek. Już się nie mogę doczekać!

Uściski dla wszystkich, którym chce się tu zaglądać. Dziękuję, to bardzo miłe!

Pozdrawiam serdecznie,
Magda




sobota, 30 marca 2013

Blog - reaktywacja - skrzynia na zabawki

Witam serdecznie po długiej przerwie:)

Jakoś mnie nawiedziło, żeby jednak spróbować jeszcze raz prowadzić bloga. Przyznam też nieskromnie, że znajomi pytali, co do jasnej Anielki z moim blogiem. Ostatni wpis był ponad rok temu... Szok! W tym czasie moja córcia Maja zdążyła niemożebnie urosnąć i skończyć już 2 i pół roku, a ja zdążyłam urodzić synka Mikołaja, w listopadzie ubiegłego roku. To może mnie trochę tłumaczy z zaniedbań względem bloga, choć z drugiej strony dla chcącego nic trudnego.

Dziś młody obudził się 5:30. Chlebek pszenno-żytni już się piecze (po długiej przerwie, ale musiałam, bo dostałam zaczyn od koleżanki - dzięki Aga, przepis na blogu), w międzyczasie wstała młoda i ogląda "Dalej, Diego!" (polecam serdecznie, czy wiedzieliście, że leniwce doskonale pływają?), a ja teraz postanowiłam wykorzystać ten czas na wpisanie nowego posta, którego miałam popełnić jakieś pół roku temu:)

Wiedzieliśmy, że Maja przeprowadzi się do innego pokoju i od dawna miałam jego wizję. Ponadto po pokoju dziennym walało się zdecydowanie za dużo zabawek, więc póki Maja nie miała własnego "dorosłego" pokoju (a nie takiego z przewijakiem i łóżeczkiem z burtami), postanowiłam wstawić skrzynię na jej zabawki do dużego pokoju. W Leroy Merlin można kupić surową sosnową skrzynię. Pomalowałam ją na biało farbą do drewna. Wcześniej położyłam szaro-niebieską farbę na krawędziach, do przecierek. Całość ozdobiłam sylwetką misia (tekturki z kształtami kupione w Ikei, wykorzystałam też motyw korony na wezgłowiu łóżka).


Teraz ta skrzynia już stoi dumnie w jej własnym pokoiku. 

Na White Easter planuję trzy ciasta: banoffee pie (przepis u mnie na blogu), tradycyjny sernik i sernik z malinami. Ten ostatni to będzie debiut, więc zdam relację i podam przepis w kolejnym wpisie, podobno niebo w gębie. Mam też do pokazania pokój Mai. Piszę tutaj, co zrobić, bo mam nadzieję, że mnie to zmotywuje do dbania o mój mały wirtualny świat:)

Oho, w samą porę kończę, bo młody się przebudził z pierwszej drzemki:)

Uściski serdeczne i wesołych białych świąt Wielkiej Nocy!


sobota, 11 lutego 2012

Wycieczka do Alicante

Postanowiłam zreanimować mój blog. Choć już dawno nie zamieściłam żadnego posta, to zaglądam tu czasem i z wielkim zdziwieniem i przyjemnością zaobserwowałam, że przybyło nowych gości! Witam Was zatem wszystkich serdecznie:)
Jak zwykle o tej porze roku dostaję fisia. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale jest to stale występujące zjawisko u mnie, że w styczniu mam kryzys egzystencjalny, chcę coś zmienić w życiu, uciec na Karaiby, wyuczyć się nowego zawodu, i tym podobne fanaberie. Co skutecznie przechodzi z nadejściem cieplejszych dni... Dlatego dla ocieplenia klimatu postanowiłam przypomnieć sobie i podzielić się naszą tygodniową wycieczką do Alicante w Hiszpanii, która miała miejsce w maju ubiegłego roku, tj. 2011. Pojechaliśmy tam z dziewięciomiesięczną wtedy Mają. Spisała się na medal! Tata chodził z nią w chuście przez cały czas i spacerówka okazała się zupełnie zbędnym bagażem. Ani razu jej nie użyliśmy na spacerze!


Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że wcale nie było tam tak gorąco, jak się spodziewaliśmy. Z tego co pamiętam było +/- 25 stopni. Zdarzyło się, że na plażę było za chłodno. Niemniej i tak poplażowaliśmy!


Ten widok jest po prostu przepiękny: morze i góry... I mało ludzi na plaży... Oprócz plażowania oczywiście zwiedzaliśmy Alicante. Najpiękniejsza jest "cygańska dzielnica" (tak ją zwie moja przyjaciółka, która mieszka w Alicante), przez którą trzeba przejść, aby dostać się na wzgórze zamkowe, skąd roztacza się wspaniała panorama miasta.


Dzielnica jest niezwykle urokliwa, pełna krętych, stromych uliczek, malutkich domków poprzyklejanych do siebie w przedziwny sposób, z ludźmi siedzącymi przed domem jak to na wsiach drzewiej bywało. Podobnie jak w całej Hiszpanii, wszechobecne są kafelki malowane ręcznie, dosłownie są wszędzie.


Zdjęcie w lewym górnym rogu to posadzka deptaka ciągnącego się wzdłuż portu, prowadzącego do plaży, reszta to ozdoby z kafelków na ścianach budynków. Poniżej zaś udekorowany domek z dzielnicy cygańskiej, tematyka mocno chrześcijańska. Zdaje się, że tędy prowadzi droga krzyżowa. Te suknie ze szpiczastymi kapturami to tradycyjny strój wielkanocny. Nam się kojarzą tylko z rasistowskim ugrupowaniem, ale w czasie Wielkiej Nocy w paradach (bo Hiszpanie uwielbiają parady i robią je przy każdej okazji - co wiem od mojej przyjaciółki i o czym można poczytać na jej blogu: www.alicantecaliente.blogspot.com) mnóstwo widać takich strojów.

Tutaj rzeczona panorama z widokiem na port...


 i kawałek zamku z bliska:


Włóczyliśmy się tez sporo po mieście, przyglądając się miłym oku detalom:


Jak wspominałam, to był maj. A maj, jak wiadomo, w katolickim kraju to czas I Komunii Świętej. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Przed kościołem kłębiły się tłumy małych panien młodych i admirałów:


Byliśmy na targu i jedliśmy przepyszne, świeże rzeczy. Codziennie śniadanko na tarasie, z pyszną kawką i świeżymi warzywami:


Byliśmy też na targu mięsnym, ale oszczędzę wam widoków, bo były drastyczne. Kozie czaszki, obdarte ze skóry zające, móżdżki na tackach, ratki i inne cuda... Niemniej było to bardzo interesujące. Targ owoców morza stanowił dużo ładniejszy widok. Mniam!


Jednego dnia pojechaliśmy na wycieczkę do przeuroczej miejscowości o nazwie Altea. Cudne, kręte uliczki z mnóstwem zaułków, kwiatów, ozdobnych krat na oknach, widokiem na morze i góry.







 To był naprawdę piękny dzień. Wszystkie uliczki Altei prowadzą do placu na samej górze, gdzie znajduje się oczywiście kościół i mnóstwo sympatycznych knajpek.


I na deser jeszcze przedziwne formacje drzewne z Alicante:)


Cóż mogę rzec na koniec... Że było wspaniale i że już nie mogę się doczekać kolejnej wycieczki... I wiosny. Choć z drugiej strony dziś zaliczyliśmy cudowny wprost spacer w lesie. Była piękna pogoda, prószył śnieżek jak na hollywoodzkiej produkcji, świeciło słońce, królewna Maja zjeżdżała na saneczkach z górki... Zima też ma swoje dobre strony. Wniosek - trzeba się cieszyć tym co się ma:D

Pozdrawiam "zaglądaczy" bardzo serdecznie i mam nadzieję, że do rychłego!
Magda

piątek, 19 sierpnia 2011

M jak Maja

7 sierpnia nasza córeczka skończyła pierwszy rok życia. To naprawdę niezwykły czas dla rodzica (dla dziecka pewnie też). Obserwowanie rozwoju takiej małej istotki jest fascynującą sprawą, tym bardziej, że w tym czasie postępy są błyskawiczne. Wciąż nie mogę się nadziwić, że jeszcze rok temu jej nie było, a teraz wszędzie pełno tego małego ludzika! Życie bez niej byłoby zdecydowanie smutniejsze, choć z drugiej strony trzeba przyznać, że dziatek mienie jest ciężką harówką:D


Tę prześliczną literkę m w dolnym lewym rogu dostałam od koleżanki - przywiozła ją z samego Nowego Jorku:) Jestem nią zachwycona. Chciałabym sama umieć wydziergać coś takiego, ale sobie odpuszczę:) Może w kolejnym wcieleniu.

I jeszcze pochwalę się, jaki ładny prezent dostałam od mojej przyjaciółki - tym razem z Francji (hohoho, ale światowo się zrobiło:). Jest to wieszak na klucze, ale ja znalazłam dla niego inne zastosowanie: jako stojak na kolczyki. Dla mnie idealny! Myślę, że nawet lepiej sprawdza się w nowej roli.


Chciałabym też serdecznie pozdrowić wszystkich "zaglądaczy", zwłaszcza nowych obserwatorów mojego bloga. Bardzo mi miło, że zechcieliście się u mnie zatrzymać!

Uściski,
Magda

niedziela, 14 sierpnia 2011

Spojrzenie z przeszłości

Co ja mam, co ja mam!
Wspaniałą, cudowną, niepowtarzalną pamiątkę!
Wisiała u mojej babci na ścianie przy piecu, na słomce (kiedyś tak się obrazy wieszało, albo pocztówki, suche kwiaty, i co tam jeszcze się chciało...). Zawsze lubiłam na nią patrzeć. Gdy babcia umarła, jej dom przeszedł gruntowny remont, a pamiątkę wessało. Nawet się czasem zastanawiałam, co się z nią stało. I okazało się, że niedawno kuzynka znalazła ją za piecem! I mi ją oddała:) Ależ się ucieszyłam! Oto ona:


Jest to malunek (rysunek?) sporządzony na podstawie dwóch zdjęć (wiem to od mojej mamy). Nie wiem dokładnie co to jest za technika, może ktoś z was będzie wiedział? Brudzi przy dotyku, jakby narysowano postaci węglem. Przedstawia prababcię Michalinę, babcię Weronikę (tę od słomki i pieca), dziadka Franciszka, moją mamusię po lewej i ciocię Halę. Bardzo mnie wzrusza ten wizerunek... Ale ja w ogóle mam słabość do przedmiotów naznaczonych czasem... Dla mnie jest to wyjątkowa rzecz, bo to moja najbliższa rodzina, unikatowa pamiątka. Tak się cieszę, że się znalazła! Wkrótce zajmie godne miejsce w galerii zdjęć rodzinnych.

M

piątek, 29 lipca 2011

Godne księżniczki:)

Żyję, żyję... Niestety, ostatnio mam dużo pracy i mała ma prawie roczek, a jak się okazuje poziom zaangażowania uwagi przez dziecko rośnie wprost proporcjonalnie do jego wieku:) Jak się teraz ze zdziwieniem dowiaduję, większość moich koleżanek była mniej zmęczona, gdy ich dzieci miały po kilka miesięcy, a nie kilkanaście...

Strasznie zaniedbałam mojego bloga, za co przepraszam wszystkie mile osoby, którym chce się tu zaglądać. Myślami wracam do niego cały czas, obmyślam posty  i wizualizuję fotografie, cóż z tego, gdy nie mam kiedy tego zrobić? Postaram się jednak wrzucać coś częściej niż raz na trzy miesiące.

Już jakiś czas temu bardzo mi przypadł do gustu motyw korony, przewijający się tu i ówdzie w świecie bloggerek-upiększaczek świata. I ja postanowiłam mieć coś z tym motywem! Zrobiłam mały research i postanowiłam wykorzystać papier do prasowanek na poszewkach, które kiedyś byłam zanabyłam w Ikei, i które do dziś mi się szalenie podobają. Żałuję, że ich więcej nie kupiłam. Oto efekt:


Popełniłam też kolejną komódkę, wstyd się przyznać, ale aż w maju... Jest to czas komunii, jak wiadomo. I to właśnie zamówienie na prezent z tej okazji (już drugie takie!). Myślę, że dziewczynka się ucieszyła, tym bardziej, że ofiarodawczyni w jednej z szufladek schowała też uroczą bransoletkę z delfinkami.


Och, tyle mam zaległości... Przede wszystkim relacja z Hiszpanii, gdzie w maju spędziliśmy tydzień. Udało mi się też pójść na koncert Ayo i Prince'a! Ale to na następny post!

Uściski i do rychłego!
Magda

sobota, 23 kwietnia 2011

WRÓCIŁ!!!!

Cuda się dzieją na Święta! Dziś, czyli w Wielką Sobotę rano wrócił do nas nasz czarny kot! Równiutko tydzień po tym, jak zniknął. Najpewniej go ktoś zamknął, czy to niechcący, czy specjalnie - to już nie ma znaczenia - bo bardzo schudł (to mu akurat na dobre wyszło, hłe hłe) i ma dość mocno zdarte pazurki na przednich łapkach, jakby drapał zamknięte wyjście.

Ale się cieszymy, hurrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaaaa!!!!
Pozdrowienia!
Magda


piątek, 22 kwietnia 2011

Wesołych Świąt!

To banalne, ale kocham wiosnę. I chyba jestem w mniejszości, która woli święta Wielkiej Nocy od Bożego Narodzenia, a może nie? Chciałabym Wam złożyć serdeczne życzenia z okazji nadchodzących Świąt. Dużo miłości, słońca, życzliwych ludzi wokół siebie. A tu dla Was kwiatki z mojego ogrodu!




Serdeczności,
Magda

środa, 20 kwietnia 2011

Różne różności

Mało mam czasu ostatnio, bo dużo myślę:))) A tak na serio to mam sporo pracy, jest Majeczka i faktycznie dużo myśli mi się kłębi... Przede wszystkim o tym, aby spełnić me wielkie marzenie o podróży dookoła świata. No, może wokół połowy świata. Myślę sobie, że mamy na to jakieś 5 lat, zanim Maja pójdzie do szkoły. Zajrzyjcie koniecznie tutaj, to niesamowicie inspirujące miejsce: http://careerbreak.pl/. Was też tak woła wielki świat? Ja jak myślę o podróżach to normalnie aż się trzęsę z emocji, a niestety ostatnie 5 lat nie obfitowały w nie, bo kupiliśmy dom i remontowaliśmy się namiętnie, co jak wiadomo pochłania wiele pieniędzy, czasu i energii. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? Tu na zrobienie "smaka" widoczek z Turcji z okolic Fethiye. Pani łowi ryby na obiad:



W tak zwanymi międzyczasie zrobiłam kilka prac. Oto pudełeczko zrobione z okazji chrztu. W środku będzie jeszcze mniejsze pudełeczko, już kupne, w którym znajdować się będzie srebrna łyżeczka z datą i wymiarami dzidziusia przy urodzeniu i z miejscem na pierwszy mleczny ząbek, który wypadnie! Bardzo mi się podoba taki prezent, sami dostaliśmy srebrną łyżeczką na chrzest Mai i uważam, że to piękna pamiątka.


Kolejna rzecz to pudełeczko dla małej Julii. Mam nadzieję, że się jej spodoba.


A tu komódka dla panny Emilki, z okazji I Komunii Św. Dokupimy jej jeszcze jakąś okolicznościową biżu i włożymy do jednej  z szufladek. BTW, pamiętacie Mon Chichi? Jak ja marzyłam o tej małpeczce... I któregoś dnia ją dostałam od mojej cioci Halinki kochanej, ależ byłam szczęśliwa!!!


Chustecznik, który zrobiłam kiedyś, ale do mnie na chwilę wrócił, bo tasiemka zaczęła się odklejać i musiałam ją naprawić. Dość wiosenny, n'est-ce-pas?


Pudełeczko retro na urodziny Kasi. Podobno się podobało:)


A na koniec smutna wiadomość. W piątek 15 kwietnia po raz ostatni widzieliśmy naszego kota Gacka, aka Czarnego... W rok po tym, jak straciliśmy Rufuska. Strasznie mi smutno z tego powodu. Może jeszcze wróci, ale jestem prawie pewna, że go ktoś zabrał. On był (jest?) strasznie ciapowaty, tylko wokół domu krążył, najchętniej to by siedział przy kominku albo na tarasie, nie miał żądzy przygód za grosz, dlatego nie wierzę, że sam poszedł w długą. Pieszczoch wyjątkowy, nie znam drugiego takiego pieszczocha. A jak fajnie pozwalał się Mai zaczepiać... I teraz nie mamy żadnego kotka:((((


Z wiosennymi pozdrowieniami,
Magda

wtorek, 5 kwietnia 2011

Pamiątka

Chyba oficjalnie mogę stwierdzić, że mam fisia na punkcie małych nóżek i rączek. Są po prostu do schrupania. Kiedyś, jak miałam 13 lat i byłam w USA, a u nas była jeszcze komuna (co prawda ostatni rok:) i nie przywiązywało się takiej wagi do pamiątek i rękodzieła jak dziś, to zobaczyłam u znajomej pani odcisk nóżki jej synka. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłam, że jeżeli kiedyś będę miała dziecko, to na pewno coś takiego zrobię. W tak zwanym międzyczasie w Polsce wiele się zmieniło i ludzie zaczęli także próbować uchwycić chwilę na większą skalę (bo muszę wam powiedzieć, że Amerykanie to mają kompletny odjazd na punkcie suwenirów wszelkiej maści!). W Smyku i paru innych sklepach można już dziś kupić zestaw do zrobienia odcisku kończyn pociechy:) Ale kosztują moim skromnym zdaniem jakąś koszmarną kasę! Stwierdziłam, że sama sobie dam radę. Mąż rozrobił poremontową resztkę cekolu, który przełożyliśmy do plastykowych denek od pudełka-tuby. Posmarowaliśmy stópkę i rączkę wazeliną, żeby się mniej kleiło i po kilku próbach udało się!
Zamierzam jeszcze oprawić je w ozdobne okrągłe ramki, jeszcze nie wiem czy złote, srebrne, a może białe? Na razie stoją na półce nad kominkiem.
Czas leci tak szybko... Czasem mam takie myśli, że chciałabym zatrzymać każdą chwilę, ale to jest niemożliwe... Dlatego, mimo że czasem jestem zmęczona etatem mamy w ciągu dnia i pracowaniem gdy mała zaśnie, to cieszę się, że mogę być z Mają na co dzień. Przecież te chwile nigdy już nie wrócą, dzieci rosną tak szybko!

Wiosenne uściski!
M

czwartek, 31 marca 2011

Królestwo Majeczki

Maja jest już na tyle mobilna, że w końcu rozstawiliśmy jej kojec, który odziedziczyła po małej Julce. Jest to kojec-gigant, bo mierzy sobie prawie 2 m x 2 m! Mała się w nim turla i robi przymiarki do raczkowania. Tu pierwsze chwile w dopiero co rozstawionym kojcu:


A tu już w urządzonym:


Dziewczyny kochane, a tak off-topic, to orientujecie się może jak wrócić do starego szablonu bloga, tego podstawowego, z ramką w nagłówku? Chciałabym wrócić, ale jego już nie ma wśród dostępnych szablonów. Ten mi się mniej podoba między innymi z tego względu, że ta kolumna środkowa zostaje ciągle biała, choć tło które wybrałam nie jest białe pośrodku, tylko ma ten sam wzór co boki, tyle że nieco bledszy. Będę wdzięczna za wszelką pomoc!

Pozdrowienia,
Magda

środa, 30 marca 2011

Niby nic, a cieszy

 Drobiazg "robi" rzecz, już dawno doszłam do tego wniosku. Poniżej załączam parę fotek miłych i ciekawych dupereli:)

Lala, którą Maja dostała od cioci. Ochrzciłyśmy ją Pippi ze względu na rude warkocze. Laleczka jest urocza, a do niej doczepiona była cudna metka:


Ostatnio moja kochana mamusia dała mi smalczyku pysznego na spodeczku. Gdy go myłam, zauważyłam ciekawy ornament. Gdy się przyjrzałam lepiej, oto co zobaczyłam:) Jeśli nie widać, to informuję uprzejmie, że ornament głosi "Cena zł 2,50".


Takich płatków kosmetycznych jeszcze nie widziałam - mają odciśnięte dziurki imitujące ślady po igle, jakby były obrębione. Prawda, że ładne? Przecież to nie ma najmniejszego znaczenia, gdy nim przecieram twarz, ale jakoś tak zawsze przyjemnie, że ktoś pomyślał i się postarał, żeby było trochę ładniej.


Takie to oto moje luźne wiosenne przemyślenia...
Uściski!
M
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...