środa, 2 lipca 2014

Księga Małgorzaty – rzecz o nieprzeciętnej kobiecie


Uwielbiam historie o niezwykłych, silnych i mądrych kobietach, które mimo przeciwności losu podążają za swoimi marzeniami. Nawet dziś nie jest to proste, jak pewnie część z Was doskonale o tym wie. Ale wiecie co? I tak mamy super. Że żyjemy w tych czasach, w tej kulturze. (W niuanse traktowania kobiet dziś przez inne kultury nie będę wchodzić, bo miejsca na twardym dysku by nie wystarczyło, a ja bym się zdenerwowała 1000 x). Możemy same wybierać męża, stroje, zawód, same na siebie zarabiać i same te pieniądze wydawać, na co chcemy… Nie musimy zakładać rodziny,  jeśli tego nie chcemy, a kobieta niezamężna i bezdzietna już nie jest wytykana palcami, nie mówiąc już o tych, które mają dzieci bez ślubu. Nie potrzebujemy męskiego opiekuna – kiedyś kobieta bez takowego była na samym dole hierarchii społecznej; musiała być pod czyjąś opieką, jeśli nie męża, to brata, wuja, ojca, itp., którzy oczywiście decydowali za nią. Możemy kupować nieruchomości i je sprzedawać, możemy uczyć się tego, czego chcemy. Możemy same wychodzić z domu, możemy jeździć na łyżwach, możemy… Och, tę listę można by ciągnąć w nieskończoność!

Wyobraźcie zatem sobie siebie 200, 400 albo i 600 lat temu. Ok, stroje z epoki, muzyka, wystrój wnętrz i tak dalej… Ale przede wszystkim w większości przypadków nie miałybyśmy NIC, ale to absolutnie NIC do powiedzenia, jeśli chodzi o decyzje dotyczące naszego życia. Jeśli miałybyśmy szczęście, wyszłybyśmy dostatnio za mąż, to znaczy miałybyśmy co jeść i w co się ubrać. Męża oczywiście kobiecie wybierali rodzice lub opiekun. Z rzadka się zdarzało, aby je kształcono, uważano bowiem to za stratę czasu, a kobiety z gruntu za głupie. Właściwie szczytem możliwości było zamążpójście, prowadzenie domu i urodzenie dzieci, najlepiej synów, co zapewniało kobiecie jako taki szacunek. Jej obowiązkiem, jako istocie niższego sortu, było posłuszeństwo panu mężowi. We wszystkim.

Brat Grzegorz podniósł wzrok, przerywając pisanie.
- „Wytrwała Gryzelda” to bardzo pouczająca opowieść. Dzisiejsze dziewczęta byłby znacznie doskonalsze, gdyby częściej myślały o lekcji, jaką dała Gryzelda. […]
- Wydaje mi się, że kobieta, która pozostaje posłuszną mężowi, chociaż jest przekonana , że zamordował wszystkie jej dzieci, wcale nie jest cierpliwa i wytrwała, tylko bardzo głupia i tchórzliwa.
                Brat Grzegorz rzucił jej piorunujące spojrzenie. Gdyby była mężczyzną, w jej słowach można by się doszukiwać sensu. On jednak z pewnością nie pozwoli, by jakakolwiek kobieta, szczególnie ta straszna niewiasta, pokonała go w dyskusji.
                Przybrał ton chłodnej wyższości.
- Kobiety są mniej zdolne do rozważania abstrakcyjnych  pojęć niż mężczyźni. Dlatego właśnie jedynym odpowiednim dla kobiety sposobem postępowania jest godzić się z opinią mężczyzny w tych sprawach. Arystoteles rozstrzygnął tę kwestię ostatecznie, mówiąc, że niewiasta jest zdolna jedynie do posłuszeństwa.

Ciekawe? Powyższy cytat jest jednym z bardziej „lajtowych” jeśli idzie o postrzeganie kobiety. Pochodzi z cudownej książki pt. „Księga Małgorzaty” autorstwa Judith Merkle Riley. W jednym z wywodów dowodzi się, że kobiety w ogóle nie są zdolne do myślenia, natomiast doskonale opanowały sztukę imitacji i czasem, dzięki niej, stwarzają pozory, że myślą. Hm…



Rzecz się dzieje w połowie XIV wieku w Anglii. Główną postacią jest Małgorzata z Ashbury, kobieta niezwykła, zadająca sobie wciąż wiele pytań, które z pewnością nie przystoją kobiecie. Jest ciekawa świata; jej umysł wychodzi poza ramy jej epoki o wiele stuleci naprzód. Nie zgadza się na świat urządzony po męsku, na przedmiotowe traktowanie kobiety. Jest żądna wiedzy, potrafi przyjmować porody, zna się na ziołach, nie jada mięsa (rzecz niebywała wtedy), często się myje (!), do dzieci przemawia sercem, a nie rózgą. Los nie szczędzi jej smutnych wydarzeń, które jednak jej nie łamią. Doświadcza też wielu cudownych rzeczy, w tym wspaniałego daru od Boga (który, nota bene, też wcale nie jest zadowolony z kierunku, w którym rozwinął się świat). Ale więcej nie powiem, bo nie chcę zepsuć lektury. Powiem tylko, że pewnego dnia postanawia spisać księgę swego życia, co w ówczesnych czasach, gdzie pisało się głównie żywoty świętych i kopiowało biblię, było rzeczą niebywałą, zakrawającą na herezję. Ponieważ wtedy jeszcze nie umie pisać, zatrudnia, nie bez kłopotów, skrybę, brata Grzegorza, którego historia życia okazuje się niemal równie ciekawa.

Autorką jest Judith Merkle Riley, profesor nauk politycznych w Claremont McKenna  w Kalifornii. Pasjonuje się średniowieczem i za pośrednictwem niezwykłej, wartkiej historii przemyca nam ogrom faktów dotyczących ówczesnego życia codziennego – opisuje zwyczaje, zabobony, jadłospis, stroje, zabawy, wygląd domostw, i jeszcze więcej. Pasjonujące. Zwłaszcza przekonania dotyczące higieny osobistej i sprzątania są dzisiaj nie mieszczą się w głowie. Zawsze jak czytam takie rzeczy to wyobrażam sobie, jak tam wszędzie musiało okropnie cuchnąć.

I jeszcze jedno – jeśli lubicie w książkach element nadprzyrodzony, to ta lektura jest tym bardziej dla Was. Ja na przykład uwielbiam magię (dlatego kocham książki Isabelle Allende), byle nie w nadmiarze. Tu ją znajdziecie!

Mam nadzieję, że Was zachęciłam i sięgniecie po „Księgę Małgorzaty”. Na pewno się nie rozczarujecie.


Serdeczności,
Magda

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...